|

|
10.07.2002, nr 21
Bliski Wschód - wojna
Zmiana tonu wypowiedzi prasy zachodniej
Komentarze prasy zachodniej zaczynają w ostatnich dniach zadziwiająco
pokrywać się z wypowiedziami i prognozami Lyndona LaRouche’a – przy czym
nazwisko LaRouche’a naturalnie nie jest ani razu wymieniane. „Franfurter
Allgemeine Zeitung” zamieszcza w wydaniu z 5-go lipca analizę przewidywanego
trendu na światowych giełdach, opierającą się na wypowiedziach Hugh Hendry’ego,
londyńskiego managera specjalizującego się
w funduszach inwestycyjnych. „Giełdy mają przed sobą już tylko jedną
drogę – w dół, przypuszczalnie o kolejne 35%” – cytuje FAZ. Nagła zmiana
tonu zyskuje na pikanterii w obliczu faktu, iż jeszcze kilka tygodni temu
tego rodzaju prognozy – jeśli w ogóle dopuszczano do ich publikacji - zgodnie
nazywane były „nieodpowiedzialnym pesymizmem”. „Kryzys giełdowy będzie
trwać jeszcze około 5-10 lat. To ostatecznie wykorzeni kult, powstały w
ostatnich latach wokół handlu akcjami.” – stwierdza Hendry na łamach FAZ.
Wobec tego rozwoju sytuacji sam Hendry – podobnie zresztą jak
wszyscy autentyczni „ludzie z wewnątrz systemu” – już od dłuższego
czasu konsekwentnie wycofuje pieniądze z operacji giełdowych, inwestując
„w obligacje państwowe, przede wszystkim szwajcarskie i brytyjskie”, a
także w „złoto i surowce naturalne”. Strategia ta opiera się na przekonaniu
Hendry’ego, iż centralne banki zachodnie, a w szczególności amerykański
Federal Reserve,
w sztuczny sposób „pompowały” kapitał na rynki giełdowe. Wobec utraty
zaufania inwestorów w wierzytelność przedsiębiorstw notowanych na giełdach,
kapitał wycofywany jest obecnie w kierunku metali szlachetnych, bogactw
naturalnych i nieruchomości. „W gruncie rzeczy przeładowanie giełd napływającym
na nie kapitałem ma swoje źródło już w roku 1971, w unieważnieniu standardu
złota jako pokrycia dla międzynarodowych rezerw walutowych.”
Lecz na tym nie koniec. Zorientowany czytelnik łatwo może rozpoznać,
iż dalsze prognozy w zupełności odpowiadają analizom Lyndona LaRouche’a,
już od szeregu lat opisującym nieodwracalne skutki światowej polityki monetarystycznej.
W dalszym ciągu artykułu Hendry, a za nim FAZ, zamieszczają „dwa mroczne
scenariusze”. „Pierwszym jest stoczenie się Ameryki, ze wszystkimi tego
skutkami dla gospodarki światowej, w długą fazę recesji, która może przekształcić
się w depresję w stylu lat 30-tych. Recesja ta
może zostać wywołana spadkiem wydatków konsumpcyjnych w Stanach
Zjednoczonych, co w konsekwencji prowadziłoby do dalszej obniżki stopy
procentowej i postępującej deflacji. Drugą możliwością jest wysoka inflacja,
wywołana przez banki emisyjne, utrzymujące niską stopę procentową dla ratowania
giełd, czego końcowym efektem byłaby ostateczna utrata zaufania wobec jakichkolwiek
papierów wartościowych.” W wypadku realizacji drugiego scenariusza Hendry
przewiduje powrót do standardu złota w przeciągu co najwyżej najbliższych
20-tu lat. „Trzeciej drogi niestety nie widzę...”
W jednym punkcie Hendry i FAZ się nie mylą: albo depresja, chaos
i wojny, albo reorganizacja światowych finansów. Przypomnieć tu należy,
iż LaRouche nie postuluje prostego powrotu do „pokrycia złotem emisji pieniądza”,
gdyż taki model nie umożliwia efektywnej polityki kredytowej, niezbędnej
dla uzdrowienia gospodarczego. Zamiast tego LaRouche żąda wprowadzenia
„Nowego Bretton Woods”, to jest światowego systemu rezerw finansowych gwarantowanych
zasobami złota, podobnie jak to przewidywały postanowienia z 1944 roku.
Reforma światowych finansów konieczna jest jednakże nie w ciągu „najbliższych
20-tu lat”, lecz już teraz – w przeciwnym razie światu grozi dalsza
eskalacja tego konfliktu, który starają się podtrzymywać doktrynerzy „zderzenia
cywilizacji”.
Propaganda wojny
Obecną strategię oligarchii anglo-amerykańskiej określić można jako
projekt pod kryptonimem „Nowy Hitler”. Aby zrozumieć jej dynamikę należy
przypomnieć często pomijane fakty historyczne z okresu międzywojennego,
szczególnie rolę finansjery w karierze politycznej Adolfa Hitlera.
W latach 1932-33 czołowi bankierzy z Londynu i Wall Street
przelali na konta partii Nazistowskiej ogromne sumy pieniędzy w celu przywrócenia
jej do życia. Ich celem było uzbrojenie Niemiec i oddanie jej rządów w
ręce Hitlera, aby w ten sposób sprowokować wojnę między Trzecią Rzeszą
a Związkiem Radzieckim i tym samym uniemożliwić powstanie sojuszu między
Stanami Zjednoczonymi pod rządami Franklina Roosevelta a Niemcami. O taki
sojusz, a także gospodarczą odbudowę Niemiec, starali się przeciwnicy Hitlera
ze Stowarzyszenia im. Fryderyka Lista.
Myśląca dziś w taki sam nieobliczalny
sposób oligarchia finansowa podejmuje wysiłki, by sprowokować nową wojnę
geopolityczną, która zgodnie z ich logiką ma być sposobem na wyjście z
obecnego światowego kryzysu finansowego. Tym razem ideologicznym przesłaniem
dla wojny ma być „zderzenie cywilizacji”, a rolę nieobliczalnego dyktatora
odegrać ma kierowany przez Ariela Szarona reżim wzorujący się na popierającym
w latach 30-tych Hitlera radykalnym przywódcy żydowskim, Jabotinskim.
W nawiązaniu do wystąpienia prezydenta
George’a W. Busha z 24 czerwca na temat Bliskiego Wschodu Lyndon LaRouche
ostrzegł tydzień później na seminarium w Rzymie, że Ariel Szaron dostał
zielone światło, by sprowokować wojnę, która stałaby się punktem zapalnym
dla wojny przeciwko Islamowi, zgodnie z ideologią „zderzenia cywilizacji”,
którą „przewidywał” brytyjski orientalista dr Bernard Lewis i jego epigon
Samuel Huntington.
Utopijne plany waszyngtońskiej frakcji popierającej wojnę
opisał 3 lipca w gazecie „The Washington Times” jeden z guru Wall Street,
Lawrence Kudlow. Napisał on m.in.: „Inwazja amerykańska na terytorium Iraku
z pewnością stanowiłaby decydującą terapię szokową, mogącą odrodzić ducha
Ameryki. Terapia szokowa spowodowana wojną podniesie giełdy o kilka tysięcy
punktów”.
Bojownicze intencje obecnego rządu Izraela potwierdzają
doniesienia o wypowiedziach jego przedstawicieli na temat arsenału broni
jądrowej tego kraju. W artykule zatytułowanym „Izraelski ekspert: Izrael
może zaatakować bronią jądrową nawet najdalsze zakątki świata” gazeta izraelska
„Ha’aretz” z 26 lipca przytoczyła cytat z wypowiedzi prof. Moshe Gelmana,
dyrektora Izraelskiego Instytutu Technologii, według którego „od momentu,
kiedy Izrael uzyskał zdolność wystrzelenia satelity na orbitę ziemską na
wysokość kilkuset
kilometrów, posiada on również zdolność wysłania za pomocą rakiety broni
jądrowej na dowolnie wybrane miejsce na Ziemi”. Artykuł przytacza też
słowa Avi Har-Evena, dyrektora Izraelskiej Agencji Kosmicznej, który potwierdził,
iż wystrzelenie sputnika „szpiegowskiego” Ofek 5 na początku czerwca miało
za cel umożliwienie śledzenia ruchów wrogich państw, a także ustanowienie
zdolności koniecznych do wykorzystania broni jądrowej. Obydwie wymienione
instytucje są agencjami rządowymi, dlatego wypowiedzi ich dyrektorów odczytywane
są jako pogróżki obecnych władz Izraela wobec reszty świata.
Pierwszym celem ataków Izraela zdają się być kraje
arabskie. Według artykułu opublikowanego w „Ha’aretz” 27 czerwca dyrektor
Mossadu, Ephraim Halevy, spotkał się poprzedniego dnia z radą NATO w Brukseli.
W czasie spotkania oskarżył Iran, Irak, Syrię i Libię o potajemne starania
o uzyskanie broni jądrowej, chemicznej i biologicznej.
Według raportu „Ha’aretz”, Halevy twierdził, że Iran prowadzi
badania nad bronią jądrową oraz systemem rakietowym dla ich transportu.
Utrzymywał też, że Iran podpisał porozumienie o broni chemicznej jedynie
w celu „uzyskania parawanu dla budowy cywilnej infrastruktury o podwójnym
zastosowaniu, którą szybko można przekonstruować w celu produkcji
węglika i VX”. Następnie Halevy zaatakował Syrię, która według jego słów,
posiada nowoczesne rakiety i potencjał do produkcji gazów bojowych. Stwierdził
też, że Libia stara się o uzyskanie broni jądrowej. Halevy dodał też, że
należałoby umieścić Arafata i terytorium palestyńskie do wymienionych przez
prezydenta Busha krajów z listy „osi zła”.

|